Black Orchid Empire – LORE [2026]
Recenzja

Black Orchid Empire – LORE [2026]

Marcin Kwieciński 10 maja 2026

Słuchając nowego albumu Black Orchid Empire, ma się wrażenie, że to trio z Wielkiej Brytanii ma patent na balans między technicznym popisem a pisaniem po prostu dobrych piosenek. „LORE” nie jest kolejnym nudnym albumem progresywnym, który próbuje przytłoczyć słuchacza skomplikowaniem; to raczej przemyślana opowieść, która zgodnie z tytułem wciąga nas w swój własny, muzyczny świat. Zespół jest znany z tego, że potrafi grać ambitnie, ale i jego muzyka ma w sobie mnóstwo oddechu.

Produkcyjnie ta płyta to naprawdę porządny kawał progresywnego grania. Każdy instrument ma tu swoje miejsce, kompozycje przemyślane, brzmienie dopracowane w każdym calu, bardzo umiejętnie budowany jest też klimat. Perkusja brzmi też naturalnie  naturalnie, co w dzisiejszych, często plastikowych standardach jest ogromną zaletą. Muzycy z ogromną swobodą żonglują rytmami i dynamiką, która bardzo przywodzi mi na myśl Tesseract (nie jest to jednak aż tak połamane, choć momentami się do tego poziomu zbliża np. w „Lost Horizon”), ale robią  na tyle sprawnie, że te wszystkie zmiany wchodzą zupełnie gładko. Wokal idealnie się wgryza w utwory, nadając im narracyjny charakter i tworząc wielowarstwową strukturę, która mimo swojego bogactwa nie wydaje się przekombinowana.

To płyta dopracowana i bardzo przyjemna w odsłuchu, która na pewno znajdzie uznanie na scenie progresywnej. Dostaniecie tu kawał inteligentnego, mocnego grania z duszą, który udowadnia, że muzycy doskonale wiedzą, w którą stronę chcą zmierzać.

 

Znalazłeś błąd lub chcesz zaproponować poprawkę?

Napisz do redakcji
Plakaty

Promowane plakaty